[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Czytałeś Trzech panów w łódce autorstwa angielskiego satyryka wydaną w roku 1889?- Nie - odparł.- Prawdę mówiąc, nigdy też nie tarzałem się ze śmiechu.- Możesz ją czytać na głos kotom - zaproponowała Lisa.- To niewielka książeczka, w rodzaju tych, które Koko lubi strącać z półek - jeśli mówiłeś prawdę.Nigdy nie mieliśmy kota, który zrzucałby książki na podłogę.Lyle twierdzi, że zmyślasz.- Szkopuł w tym, że nigdy nie miał syjamczyka.Wezmę tę książkę.Ile płacę? Oddasz mi pieniądze, jeśli nie będę się tarzał?W drodze do redakcji Qwilleran i jego angielski silverlight wzbudzali żywe zainteresowanie użytkowników jezdni i chodników.Kierowcy trąbili na nich przyjaźnie, a przechodnie witali okrzykami wyrażającymi szczery podziw.Pewien starszawy dżentelmen zawołał za nimi donośnym głosem: „Hejho, silver!”Przed domem Sprenkle’ów wysoka postawna kobieta w zaawansowanym wieku wyszła na ulicę i pomachała w ich kierunku.Qwilleran zahamował tuż przed nią z piskiem opon.- Przykro mi, proszę pani, ale będzie pani musiała zatrzymać taksówkę.Nie mam licencji na przewóz pasażerów.- Qwill, ty gałganie! - zawołała w odpowiedzi.- Wygadujesz impertynencje z miną niewiniątka.Była to Maggie Sprenkle, jedna z najbardziej dziarskich osiemdziesięciolatek w mieście, zasłużona wolontariuszka towarzystwa opieki nad zwierzętami.Po śmierci męża sprzedała rezydencję w Purple Point i przeniosła się do domu Sprenkle’ów w centrum miasta, żeby być bliżej swoich podopiecznych.Na parterze budynku mieściły się firmy ubezpieczeniowe i agencje obrotu nieruchomościami; dwa piętra zamieniono w pałac wiktoriański.- Wejdziesz na filiżankę herbatki? - zapraszała Maggie.- Mam z tobą do pomówienia.- Tylko odwiozę tekst do gazety.- Podjedź od tyłu.Jest tam pomieszczenie, w którym możesz postawić rower.Qwilleran podjechał pół godziny później i nacisnął guzik domofonu; drzwi otworzyły się, wpuszczając jego i rower.Wjechał na piętro małą windą zainstalowaną w stuletnim budynku, który przypominał wielką rezydencję w stylu wiktoriańskim.Były tam kryształowe kandelabry, pluszowe dywany o wzorach w róże i czerwone ściany, na których zawieszono ciężkie obrazy w złoconych ramach.Maggie ponownie zaproponowała herbatkę.- Wiesz, moja droga, herbatka jakoś nie smakuje po przejażdżce na rowerze, nawet angielskim - powiedział łagodnie.Gospodyni przyznała mu rację i podała wodę squunk z sokiem żurawinowym.Zanim usiedli przy stoliku z ciętego marmuru, Qwilleran złożył wyrazy uszanowania pięciu „damom”, które przeniosły się tu ze schroniska dla zwierząt i teraz zajmowały pięć okien wychodzących na Main Street.Nazywały się Florence Nightingale, Sarah Bernhardt, Louisa May Alcott i tak dalej.- Co słychać w schronisku? - zagadnął.- Dzięki Fundacji K możemy pomieścić dwa razy więcej mieszkańców.Zatrudniliśmy też drugiego pracownika operacyjnego.Gdyby tylko udało się nauczyć ludzi, żeby nie porzucali swoich pupilów bez jedzenia i wody na pastwę dzikich zwierząt! Wywożą brzemienne koty i psy na wieś albo zostawiają gdzieś przy drodze.Serce mi pęka, kiedy widzę coś takiego! W schronisku zwierzaki mają czyste klatki.Przychodzą tam bogate wolontariuszki, żeby kąpać naszych podopiecznych, a przecież mogłyby w tym czasie grywać w brydża albo latać do Chicago na zakupy.Ale ty przecież wiesz, co się u nas dzieje.Pisałeś o tym w swoich felietonach.Pamiętam, jak zacytowałeś przy tej okazji pewnego filozofa: „Lepiej jest zapalić małą świeczkę niż przeklinać mrok”.Staramy się uratować jak najwięcej bezdomnych zwierząt.I właśnie o tym chciałam z tobą porozmawiać.Tego lata zaplanowano u nas wiele zjazdów rodzinnych.Może urządzilibyśmy kilka aukcji zwierząt?Qwilleran przełknął ślinę.Ostrzegano go.Na pewno zwrócą się do niego, żeby poprowadził aukcję!- Dobry pomysł! Na pewno uda ci się namówić Foxy’ego Freda, żeby poprowadził aukcję w czynie społecznym.Potrafi rozbawić publiczność i podbijać cenę.Goście spoza miasta będą jedli mu z ręki!- To prawda.Już go prosiliśmy i wyraził zgodę.Nasi wolontariusze też wyszli z propozycją.Zamiast prezentować na aukcji bezimienne zwierzaki, postanowili nadać im imiona sławnych osób, w rodzaju tych, jakie noszą moje damy!- Wyśmienity koncept! - przyklasnął Qwilleran.- Czy mogę wam jakoś pomóc?- Szczerze mówiąc.tak! - ucieszyła się Maggie.- Mógłbyś sporządzić listę sławnych nazwisk.Na początek dla kotów.- Zrobię to z przyjemnością! Przygotuję imiona postaci literackich i bajkowych.Nazwiska polityków, gwiazd filmowych oraz innych osób pojawiających się w mediach brzmiałyby raczej śmiesznie.Niech to będą miłe i dobre skojarzenia: Piotruś Pan, Tomcio Paluch, Rosie O’Grady, Tuptuś - idealne imię dla kociaka o białych łapkach.- Och, nie mogę się już doczekać, kiedy dostanę twoją listę! Jak myślisz, długo ci zajmie jej przygotowanie? Mamy kilka bystrych wolontariuszek, które będą zachwycone dopasowaniem imion do naszych kociaków.- Najlepiej zrobię, jeśli sam zajrzę do schroniska.Kolor maści i znamiona mogą okazać się bardzo inspirujące.Do białej kotki będzie pasował Kopciuszek, Bonnie Lassie kojarzy się z barwą pomarańczowej marmolady, a Tomek Sawyer z samczykiem o pstrych plamkach na głowie.Dosyć! Mógłbym tu zostać do wieczora!.Pozwól, że cię o coś spytam, Maggie.Czy znasz Ledfieldów?Qwilleran nie mógł się powstrzymać przed zadaniem tego pytania powodowany wrodzoną, a zarazem zawodową ciekawością.Odpowiedź Maggie przeszła jego oczekiwania.- Oczywiście! Nathan i Doris byli naszymi sąsiadami w Purple Point.Często jadaliśmy we czwórkę, kiedy żył Jeremy.Nathan jest cudownym człowiekiem - grał dla nas na skrzypcach.Żona akompaniowała mu na pianinie.Doris jest urocza, przeszła na emeryturę, a nie ma dzieci i to ją zasmuca.Ledfieldowie zawsze troszczyli się o ciągłość rodu.Mają tylko bratanka, który mieszka w Kalifornii.- Poznałem go w zeszłym tygodniu.Chciał zrobić kilka szkiców mojego składu przed egzaminem wstępnym na architekturę.- Naprawdę? Ciotka i wujek na pewno się cieszą.Zdaje się, że chłopak ma na imię Harvey.Był tutaj zimą.Jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym na autostradzie.Maggie powiedziała to z tajemniczą miną, która skłoniła Qwillerana do komentarza:- Prawdziwa tragedia! - powiedział.- Niezupełnie - odparła kobieta.- Nie powinnam o tym mówić, ale wszyscy wiedzieli, że brat Nathana był czarną owcą w rodzinie.Wciąż sprawiał problemy i przynosił im wstyd.Po ich śmierci Harvey stał się jedynym spadkobiercą fortuny Ledfieldów, więc Nathan wysłał mu zaproszenie i dwa bilety na samolot.Przyleciał z kolegą, bardzo przystojnym młodym człowiekiem.Nathan stwierdził, że okazał się on interesującym partnerem do rozmowy, za to Harvey go rozczarował.Opowiadał bez przerwy o jakimś domku narciarskim w górach i prosił wuja o pieniądze na jego zakup.- Z powodzeniem? - zaciekawił się Qwilleran.- Co to, to nie! - żachnęła się Maggie.- Nathan uznał, że to zbytek, i goście szybko wyjechali.Wuj wolałby, żeby jego spadkobierca ukończył najpierw college [ Pobierz całość w formacie PDF ]
Powered by wordpress | Theme: simpletex | © Nie istnieje coś takiego jak doskonałość. Świat nie jest doskonały. I właśnie dlatego jest piękny.